Witam wszystkich zbłąkanych w gąszczu blogów. Witam was w filmowie. Jak się domyślacie, będzie tu trochę filmowo:-)
I oto już na wstępie podzielę się z całym światem moim wielkim uczuciem, jakie zaczyna się we mnie budzić. Niestety, z góry wiem, że nie będzie ono odwzajemnione, ale będzie za to podsycane przez obiekt nieustannie, aż do jego całkowitego wypalenia. O kogo chodzi? O Almodovara. Pedro Amodovara. Chyba dzisiaj, w sześć dni po premierze „Złego wychowania” i kolejnej krucjacie niektórych „kręgów” przeciw obrażaniu uczuć religijnych Polaków, nie trzeba nikomu uświadamiać kim jest ów człowiek.
Poznałam go, tzn. fragment jego twórczosći, już jakiś czas temu, ale wtedy jeszcze nie dojrzałam, by go rozumieć i odbierać jego sygnały na odpowiednich falach. Na jego filmy reagowałam raczej wzruszeniem ramion, niż oklaskami. Teraz już wiem, ze jest to jeden z najwrażliwszych ludzi na świecie, opowiada o uczuciach i problemach, z których wszyscy sobie zdajemy sobie sprawę, ale robi to w tak niebanalny sposób, za pomocą tak zakręconych scenariuszy, że słabo się robi…. z wrażenia oczywiście :-)
Czekając na film „Złe wychowanie” (w moim mieście pojawi się pewnie dopiero za jakieś trzy tygodnie, oby!) postanowiłam zrobić sobie powtórkę z Almodovara.
Ot, choćby „Porozmawiaj z nią”. Przepiękny, przepiękny film. O prostych rzeczach, o których jednak ciągle nie pamiętamy. O rozmowie między ludźmi, tymi najbliższymi również, a może przede wszystkim. Niestety, tak bywa, że jeśli w ogóle się odzywamy, to nie rozmawiamy ze sobą, tylko mówimy, wyrzucamy z siebie potoki słów, ma nam to sprawić ulgę, stworzyć namiastkę porozumienia. Ale nie otwieramy się na drugiego człowieka. Żyjemy coraz bardziej samotnie, pogrążeni w swoich małych światkach, zamknięci w swoich skorupkach, stworzonych z chityny lęków i niezabliźnionych ran po rozczarowaniach. Boimy, albo wstydzimy (!) obnażać emocjonalnie, szczerość bywa kłopotliwa, może wywołać lawinę różnych uczuć, reakcji, co musiałoby w końcu skłonić do dłuższej rozmowy, a czy na to jest czas? Czy nam się chce angażować, przestawiać na tok myślenia naszego rozmówcy, czy mamy w sobie na tyle pokory, by pochylić się na drugim człowiekiem?

Hm. Szczególnie trudne są rozmowy męsko-damskie. Jak to się mówi – kobiety są z Wenus, mężczyźni z Marsa. W kwestii wzajemnych rozmów to powiedzenie wydaje się jeszcze bardziej adekwatne. Kobiety, ich wypowiedzi są nadzwyczaj emocjonalne, bardzo często ich tematem są właśnie uczucia. Panie, tak na dobrą sprawę,nie mają żadnych tematów tabu, mogą rozmawiać o wszystkim. Mężczyźni – są konkretni, oni raczej wymieniają i oczekują informacji. Nie daja się ponosić emocjom, kontroluja się by być tacy męscy i nie gadac o pierdołach, w ich mniemaniu. No, chyba, ze przy piwku o biustach babek siedzących na przeciwko. Dlatego też, jeśli już się zdarzy przyjaźń między mężczyzną i kobietą rokuje ona bardzo dobrze, mianowicie może trwać i zaowocować – nie, nie! Nie dzidziusiem, ale wzajemnym poznawaniem swoich płci. Pewnie, czasem takie przyjaźnie lądują w poscieli, ale przecież można przejść ponad tym i nadal kontynuować… A najpiękniejsze są przyjaźnie męsko-damskie w małżeństwie. Tak, tak i takie się zdarzają! Słowo honoru!
Człowiek jako istota stadna był i jest, o paradoksie, zawsze samotny. Ale tak samotny jak jest w obecnym wieku nie był nigdy. Mimo, ze wokół ciągle słyszy się nieustajacą ludzką paplaninę, albo inny jazgot mający zagłuszyć ciszę i poczucie wyobcowania. Ludzie przestają się rozumieć, nie lubią się, nie interesują się sobą, oceniają się nawzajem zbyt szybko i zbyt powierzchownie. Tak jak oceniono Benigna z filmu – latami wykonywał swoje zajęcie, był dobry dopóki był maszyną do pielęgnowania ciała Alicji, gdy okazało się, ze jest człowiekiem, majacym uczucia okazał się kłopotliwym, zepsutym elementem maszyny, który trzeba po prostu usunac. Nie było komu z nim porozmawiać, zrozumieć go choć trochę. Źle to się skończyło :-(
„Rozmawiajamy więc z sobą, uważnie słuchając się nawzajem, a będziemy mniej samotni” – opowiedział Pedro Almodovar. Teraz musimy tylko o tym pamiętać.

P.S.
Mój blog jest niezbitym dowodem na prawdziwość słów „Nigdy nie mów nigdy”. „ Nigdy nie założę czegoś takiego, co za bzdura, to ekshibcjonizm, wolę realne kontakty i prawdziwe rozmowy z ludźmi, bla, bla, bla …”. Od dzisiajzaczynam oszczędzać na słowie „nigdy”.