filmowo blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 8.2010

Zaciekawia mnie tureckie kino, podobnie jak fragmenty tureckiej
literatury, z którymi się ostatnio poznałam, czyli „Pchli pałac” E.
Safak i O. Pamuk „Śnieg”. Chyba dlatego, że ma, mają, w sobie tę przeczuwaną
nostalgię Turków za światem, który zaczynają pomału zatracać,
spoglądając tęsknie na europejski brzeg Bosforu, dążąc do zunifikowania w
Unii Europejskiej.
Fabuła filmu Yesim Ustaoglu, w prostej
linii osadza się na odwiecznym problemie ludzkości – jak poradzić sobie
ze staroscią, zniedołężnieniem czlowieka, jak godnie i po ludzku
przeżyć ten trudny czas – trudny, zarówno dotkniętemu starzeniem sie jak
i jego rodzinie.
 Komuż to tytułowa puszka Pandory przyniesie złe
wieści, sprawi wiele kłopotów, przepełni smutkiem, przewartościuje
dotychczasowe życie? Otóż, tymi wybrańcami okaże się trójka rodzeństwa,
dwie siostry i brat, w dojrzałym wieku, mieszkająca w samej stolicy kraju.
Pewnego dnia otrzymują telefoniczną informację ze swej rodzinnej wsi,
położonej głęboko w górach, że ich leciwa matka zaginęła. Po prostu,
wyszła z domu i nie wróciła. Na szczęście, jeszcze na wsi zniknięcie,
nawet starszej samotnej osoby, jest zauważalne i nie daje spokoju jej
mieszkańcom.
Kim są dzieci starszej zaginionej pani? Jedna z córek,
panna, pracuje w wydawnictwie, druga – mężatka i matka dorastającego
syna, zajmuje sie domem, a ich brat – to ktoś z gatunku niebieskiego
ptaka, czyli zupełne przeciwieństwo sióstr. Nieszczęśliwa wiadomość
sprawia, że rodzeństwo żyjące do tej pory we wzajemnym odosobnieniu,
jest zmuszone skonsolidować swe siły, dogadać i udać się na daleką
wyprawę w rodzinne strony, by odszukać rodzicielkę. Podróż nie przebiega
bezkonfliktowo. Długie godziny wspólnej jazdy są okazją do wzajemnych
wyrzutów, oskarżeń tyczących lat dzieciństwa i młodości, kiedy jeszcze
żyli pod wspólnym dachem. Koniec końców, wyjazd ma szczęśliwy finał –
matka zostaje odnaleziona w lesie, zabrana do miasta, przebadana w
szpitali i zdiagnozowana – niestety, dla wszystkich, ma Alzheimera.
Czyli szczęście w nieszczęściu, jednak. Stara kobieta, przez całe 90 lat
mieszkająca na wsi teraz, na ostatnie dni życia, musi pozostać w mieście – siła wyższa. Zostaje u
córki, mężatki, jej najlepiej powodzi się materialnie. Nie jest lekko.
Mama ciągle ucieka z domu, bawi się z dziećmi na ulicy, sika na dywan.
Zapada decyzja, że dla odmiany, na jakiś czas zabierze ją do siebie druga córka.
Niestety, jej nieustabilizowane życie osobiste, nie sprzyja opiece nad
matką. Starsza pani zostaje odtransportowana do syna – tam na swoje
szczęście trafia na swego wnuka, który przez swoje prawie 20-letnie
życie nie miał okazji poznać swej babci. O dziwo, ta dwójka doskonale
się rozumie. Przy okazji warto nadmienić, że wnuk babci jest dość
niesfornym synem jej córki, czyli swej matki. Nie ma zamiaru się uczyć,
broni się rozpaczliwie przed upodobnieniem do swego zaharowanego
zarabianiem pieniędzy ojca. A przecież to dzięki ojcu ma wszystko, czego
mu potrzeba, wszystko, żeby mógł się uczyć i robić karierę. Ale czy to wystarcza młodemu człowiekowi? Może
właśnie dlatego wnuk z babcią tak się dobrze rozumieją? Obydwoje nie
chcą sie poddać rygorom, przymusom, narzucanym im przez innych.Chcą żyć
po swojemu, nawet jeśli to będzie się równało bardzo skromnej
egzystencji. Może mimo światowego trendu by więcej mieć niż być, wolą
jednak bardziej być niż mieć? Od momentu spotkania babci z wnuczkiem
czujemy, że los starszej pani zmieni się na lepsze.

Czy
historia tej rodziny, starej matki i jej dzieci, które zapomniały o
niej na dlugie lata, jest metaforą historii współczesnej Turcji? Wyrazem
obawy, że Turcy zachłyśnięci zachodnim stylem życia, nowoczesnością,
globalizacją, zapomną o swej ojczyźnie -matce i korzeniach, skąd
pochodzą? Tak jak filmowe dzieci – zaniedbały swoją? Będą
mieć do swej tradycji stosunek, owszem, poprawny, ale zimny, a może, nie
daj Allah, niechętny? Czy tytułowa puszka Pandory, to odsunięcie się od
matki, po uczynieniu pewnych wysiłków by sprostać opiece nad nią, jej
dzieci, na rzecz wygody i komfortowego życia? Czy to może być przyczyną
ich nieszczęścia, złego samopoczucia, wyrzutów sumienia? Wszystko zależy
od tego, kto co uważa za szczęście. Jeśli ktoś przez 20 lat nie miał
kontaktu z matką i nie czuje się z tego powodu nieswojo?  Widać, że niektórzy mogą tak żyć.  Ale czy wiedzą co tracą? Czy może być coś
bardziej ciepłego, kojącego, dla człowieka, jak uśmiech i objęcie ramion
matki? Na chwilę tego doświadczają, matka, po latach, mimo choroby
potrafi ciągle obdarzać swoje dzieci gestami miłości.
Jedyna
nadzieja we wnuku, tym młodym pokoleniu, ktore nie poczuło
zachłyśnięcia się nowym życiem, przywykło już do niego, a nawet już mu
ono obrzydło, i dlatego znajdzie czas by odszukać swe korzenie i poczuć z
tego prawdziwą radość.
Nie wiem, czy takie były intencje
autorki filmu. Nie bez znaczenia, wydaje mi się, jest też wybranie
choroby, na jaką choruje matka. Zapomina, co wydarzyło się przed
godziną, ale doskonale pamięta stare czasy. Czym więcej rozmyślam o tym
filmie, tym bardziej przekonuję się, że reżyserka troszczy się o pamięć,
pielęgnowanie korzeni.
Taka jest moja interpretacja, ta
głębsza, bo w pierwszej kolejności, jest to piękny film o odnajdywaniu
sie bratnich dusz, a że dusza to nie ciało, to i wiek dla niej nie ma znaczenia. Więc nic dziwnego,
że bratają się dusze 90 letniej kobiety i jej o 70 lat młodszego wnuka. 

Jest takie miejsce na ziemi, które można by nazwać rajem, gdzie
ludzie są sobie równi, bez względu na urodzenie i pochodzenie, bez
oglądania się na wykształcenie, profesję, majątek i wszystko to, co
określa pozycję społeczną. gdzie ludzie spotykają się po to, by spełniać
marzenia, rozwijać swoje, często dziwne dla laika, pasje, cieszyć się
życiem i nieskażoną jeszcze (a przynajmniej w małym stopniu) przez
człowieka naturą. I nie jest to raj taki, jaki nam się zwykle z tym
słowem kojarzy – nie ma tu ciepłego morza, plaż, palm i kokosów
spadających wprost do koszyka, nie ma półnagich, pieknych czekoladowych
dziewczyn, poruszających rytmicznie biodrami w tańcu hula. Nie, nie,
wręcz przeciwnie – to miejsce to zimna Antarktyda. I dobrze, bo nikt do
tego raju nie trafi przypadkowo. Życie przybyszów oraz świata tutejszej
fauny, tętni tu, wbrew pozorom, wcale nie słabiej niż w innych bardziej
zamieszkanych zakątkach świata. Praca naukowa wre pełną parą, a w ramach
odpoczynku urządza sie na przyklad koncert, niczym onegdaj Beatlesi w
Londynie, na dachu miejscowego baraku.

A Werner Herzog prowadząc rozmowy



z owymi „dziwakami”, czy ekscentrykami (lepiej brzmi) oraz komentując
ich poczynania, wykazuje się nadzwyczajnym poczuciem humoru oraz
zrozumieniem pobudek ich działania. Być może, sam do tej niezwykłej
ekipy za niedługo dołączy?


  • RSS