filmowo blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 7.2008

O życiu i śmierci
„Natura ułożyła to  mądrze: sami odchodzimy od życia, kiedy wyżywamy
je do dna. Krąg pożądań się zwęża, ogień gaśnie, i człowiek odchodzi lekko. Nie
trzeba tego się bać. I nie można z tym żartować.
I chociaż straszna zimna ściana, która była daleko ode mnie przybliża się,
zmieniam swój pogląd na problem, podchodząc do niej. I już nie jest mi tak
strasznie.” 

Rosyjski aktor Wladimir Korieniew (w 1959
roku zagrał Ichtiandra w filmie „Człowiek-Amfibia”)




„Cywilizacja jest bezgranicznym
mnożeniem niepotrzebnych potrzeb” – powiedział Mark Twain. Znalazłam to, przewrotnie
nadrukowane na foliówce reklamowej (sic!) służącej do transportu zakupów zrobionych w
Empiku. I za ten niebanalny humor cenię sobie tę instytucję nad wszystkimi innymi
podobnymi. Co prawda nie jestem jej notorycznym klientem i nabywcą nieprzebranych tytułów prasowych, które
piszą o wszystkim a często o niczym, gier komputerowych lasujących mózgi i wykrzywiających
kręgosłupy małolatom i nie tylko. Nie kupuję także masowo książek, które zostały
przeniesione na ekrany. Zresztą, nauczyłam się, wreszcie, kupować ich jak najmniej,
tylko wyjątkowe, w myśl hasła, jak na byłą bibliotekarkę przystało: „dajmy żyć bibliotekom!”. Nie zwijam machinalnie kolorowych ulotek
zachęcających do czerpania bezgranicznych wydumanych przyjemności życia, za
które trzeba słono płacić. Kiedy jestem w Empiku ograniczam się już do minimum
(najczęściej jakiś film czy książka – jednak!).  Zaczynam być już totalnie zmęczona natłokiem i
gromadzeniem wszystkiego, z informacjami na czele.  Ale cenię sobie Empik, że bądź co bądź, żyjąc z
naszych słabości i pakując nam przeróżne cywilizacyjne  gadżety, cytuje Twaina. Pewnie i tak niewielu cytat zauważy, jeszcze mniej przeczyta,  jeszcze jeszcze mniej  zechce się tym przejąć,  jeśli w ogóle zrozumie.

Dedykuję to, jakże trafne i prowokujące
do pewnych refleksji  spostrzeżenie mądrego
Amerykanina  jako swego rodzaju motto, które
mogłoby przyświecać najnowszemu dziełu M. Nighta Shyamalan
a „Zdarzenie”.
 I tyle. Więcej o filmie nie ma co gadać.
Nie jest skomplikowany, momentami wręcz łopatologiczny, szczególnie w końcówce.
Ale ma ważne przesłanie, kompletnie nie odkrywcze, zdarte od dziesiątków lat,
ale ciągle przez ludzkość lekceważone: „Człowieku! Szara i wielka eminencjo!   Szanuj
zieleń! ”. Chciałoby się dalej krzyknąć:  „Opanuj
się z mnożeniem swych potrzeb! Nie musisz drukować  tylu bzdurnych gazet, niepotrzebnych nikomu
ulotek reklamowych, nie musisz zmieniać co 2 lata mebli w salonie na te z coraz
bardziej wyszukanego drewna, nie musisz tyle i tak szybko jeździć, ograniczaj
spaliny, nie produkuj tyle plastiku, bo jak tak dalej pójdzie sam zamienisz się
w sztuczne tworzywo, którym po części i tak już jesteś,  etc. etc.  A poza tym, ten film  to momentami niezła zabawa z
dreszczykiem.  Na
filmy NS czeka się jak na historie 
opowiadane w ciemnym dziecięcym pokoju, tuż przed zaśnięciem, w czasach,
gdy model rodzinny określany był sumą co najmniej 2 + 2  (albo i więcej), a telewizor stał u rodziców, w tzw. „dużym” pokoju. /”Salony” bywały tylko u arystokratów/.  Gdy z rosnącym w miarę upływu
opowieści napięciem i mimo świadomości ich bzdurności, także strachem,  czekało się z głową nakrytą kołdrą na wielkie
końcowe „buch!”. Niestety, w „Zdarzeniu” wielkiego gromu na zakończenie nie
było. Ale te shyamalanowskie niesamowite gawędy są o tyle lepsze od tych naszych improwizowanych na chybcika niesamowitych
pościelowych horrorów, że nie są one właśnie bezładne, ani przez moment improwizowane
czy obliczone tylko i wyłącznie na wzbudzenie prymitywnego strachu.  I dlatego lubię tego reżysera, że zaspokajając
 naszą kolejną niepotrzebną (a może tylko na pozór nieprzydatną?Lękom trzeba dać upust.) potrzebę,  nie marnuje jednocześnie ani swego ani
naszego czasu, łącząc  przyjemne z pożytecznym.
 


  • RSS