filmowo blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 5.2008

Austria w porze bardzo gorącego lata, na
dalekich przedmieściach Wiednia. Sterylne osiedla domków jednorodzinnych,
zabudowanych szeregowo, podobnych toczka w toczkę jeden do drugiego. Niektóre
domki malutkie, niektóre większe, w zależności od zawartości kieszeni
lokatorów. Ale wszystkie tak samo wyjałowione z uczuć i emocji. Martwe osiedla
zaludnione żywymi trupami. Nawet dzieci są tu jakieś dziwne, jeśli je w ogóle
widać.  Bawią się cichutko w przydomowych ogródakch, tak cichutko na ile trzeba, by nie zakłócać spokoju sąsiadom. Ludzie
odgradzają się od siebie wysokimi, gęstymi żywopłotami, grubymi zewnętrznymi
żaluzjami, które co rusz opadają z hałasem, obwieszczając światu maksymę właściciela – „jestem u
siebie, mam swoje życie i chcę mieć święty spokój”.

Patrząc na takie osiedla
czuje się wręcz tęsknotę za brazylijskimi favelami, gdzie życie może i biedne,  niehigieniczne i niebezpieczne, ale tętniące, a ludzie to ludzie, a nie płazy wypełzające na
słońce, by wygrzać swe obłe ciała. Dokładnie tak wygląda u Seidla wiedeńskie
przedmieście skwarnym latem – niczym wielka kamienista plaża oblężona przez
gromady oślizłych płazów (efekt oślizłości uzyskany przez naoliwienie ciał ), leniwie
drzemiących i od czasu do czasu leniwie w swych kryjówkach kopulujących. Miłość
– może… gdzieś… kiedyś… ktoś … czegoś na podobieństwo tejże
doświadczył. Niestety – albo już zapomniał, albo jest właśnie w trakcie
wypierania tego czegoś  z pamięci,  ewentualnie rozpaczliwie jeszcze poszukuje i bierze co
popadnie, i jak popadnie.

Relacją jaka na ogół
panuje między osobnikami zaludniającymi senne, rozgrzane do białości osiedle
jest dominacja i podporządkowanie, a co za tym idzie – przemoc. Przemoc jest
wszechobecna i nawet upał nie sprzyja jej osłabieniu. Przemoc pełznie,  sączy się, czasem wybucha, a czasem jest  z zimną krwią zaprogramowana i realizowana. Najczęściej
jest to przemoc fizyczna – taką uprawiają mężczyźni w stosunku do kobiet, rzecz jasna – przewaga fizyczna tychże na tymi jest jedyną niepodważalną. Osobniki bardziej zmyślne łączą przemoc fizyczną z psychicznym
znęcaniem i upokarzaniem. Niestety, kobiety przyjmują te zabiegi zazwyczaj z
głeboką pokorą i oddaniem, a bywa, że nawet z miłością wobec kata. Czasem, jeśli kobieta jest jeszcze młoda i ładna próbuje uciekać, pewnie po to by w końcu i tak wpaść
w łapy innego. Widać, kobieta lubi, a może nawet musi, przynależeć do kogoś.
Pełnić rolę służebną wobec  swego pana, czego
obrazem w filmie są dwie sceny, mówią tu i ówdzie, że pornograficzne. Te najbardziej bulwersujące widzów , z niechęcią przez nich przyjęte,  no bo nie są one  przyjemne, jak  prawda, która często boli. A  poza tym, mogłyby być podniecające, ale nie wypada, film przecież jest poważny, o zacnych mieszczanach rodem ze środkowej,  wysokocywilizowanej Europy.

Pierwsza scena,  otwierająca dzieło U. Seidla
-  to zbiorowa orgia, gdzieś na zapleczu jakiegoś
supermarketu,  jakich wiele na obrzeżach Wiednia. Mnóstwo najrozmaitszych
konfiguracji, poruszających się mechanicznie w takt znanego wszystkim rytmu. Po
chwili na plan główny wysuwa się jedna figura – trójkąt, z kobietą obsługującą
dwóch mężczyzn jednocześnie. Drugi obraz, zamykający film, to akt nagiej pary, coś na kształt jakby z  malarskiej palety Rubensa. On całkowicie wyprostowany, łącznie
z penisem i ona – półleżąca przed i z tymże w dłoni, również w
pełnej gotowości – by zaspokoić tego, który ma ochotę jej na to pozwolić.  
A między tymi obrazami – mozaika scen z życia
przeciętnego obywatela, mieszkającego w małym białym sterylnym domku, wciśniętym
miedzy jednym hiperpermarketem  a drugim.
Czyżby nasze życie, wg Seidla, określało tylko przyziemne zaspokajanie potrzeb
fizjologicznych,  konsumpcja i kopulacja?
Czy wszystko prędzej czy później sprowadza się do takiego mianownika? Czy nawet
karą za niszczenie drogich samochodów (jeden z najwyżej cenionych wyznaczników
wysokiej konsumpcji) na parkingu ma być gwałt na domniemanej sprawczyni? Stary
wdowiec, poszukujący wśród żywych, namiastki swej zmarłej żony musi ją znajdować w starej
kobiecie, która zaspokaja zarówno jego gust kulinarny jak i zamiłowanie do
patrzenia na tańce erotyczne? Emerytowana pani profesor od śpiewu, kobieta inteligentna
i wykształcona lubi być gwałcona i poniżana przez obleśnego prostaka
stylizującego się na podtatusiałego rockmana.

No i Matka, mszcząca się na swym mężu za śmierć córki, spółkująca na jego oczach (to znaczy na kanapie w ich
wspólnym domu) z przygodnymi kochankami. Lecz kiedy ta sama kobieta, obolała matka,
opamięta się i zwróci do tegoż z męża z prośbą o rozmowę, wtedy dwoje
dorosłych ludzi, czując się bezradnymi, idzie, jak dzieci, pohuśtać się na huśtawkach.
Niestety, są to dwie oddzielne huśtawki – nie rodzaj tej jednej, która wymaga współpracy
dwojga zasiadających na jej przeciwnych końcach. A milczenie ciągle
trwa.  Słychać tylko skrzypienie mechanizmów
urządzenia do relaksu, wprawionych w ruch przez dwa obce sobie ciała. Jedno z tych ciał,
ciało kobiety, poznaliśmy już wcześniej, na samym początku filmu – to ta pani z pierwszego obrazu,
będąca ramieniem trójkąta, jednej z wielu figur erotycznych zbiorowej
orgii na zapleczu jakiegoś supermarketu, położonego na obrzeżu jednego z wielu
wielkich miast świata.

Niedawno
przeczytałam „Pianistkę” E. Jelinek. Tak, tak, wiem, powinnam to zrobić
wcześniej, jeszcze przed zobaczeniem filmu  M. Haneke.  Pamiętam
konsternację jaka zapadła, gdy przyznano jej w roku 2004 Literacką Nagrodę
Nobla.  Ponad 20 lat po napisaniu tej powieści. Zresztą od pozostałych
dzieł też upłynęło sporo czasu.  Wreszcie zauważono i obwieszczono światu
i wszystkim nieświadomym, że jest oto w Austrii pisarka, która bezlitośnie
obnaża naturę swych czcigodnych rodaków.   I jesli ktokolwiek
 gorszył się tym Noblem przyznanym piszącej pianistce, zniesmaczał,
oburzał, zarzucał etc.,  że to „nie może być”, „jak
można”, „że przesadza”,  „kobiecie nie przystoi”,
a może że nawet, że „chora psychicznie”  itd. , niech teraz
 pochyli nisko głowę przed pisarką, która wyprzedziła swą prozą to, czego
dowiedzieliśmy się o człowieku za pośrednictwem  J. Fritzla. Wbrew pozorom, ona, jej pianistka Erika była w podobny sposób, choć na pewno mniej drastyczny, zdominowana i zamęczona przez swą matkę jak Elizabeth przez swego ojca. Obydwoje rodzice zbudowali dla swych dzieci, każdy na swój sposób, okrutne wieloletnie, a nawet dożywotnie więzienie. Okazuje się, że  czasem człowiek to nawet nie zwierzę.
Owszem, łączy go ze światem puszczy chęć dominacji, która to chęć przeważa nad
wszystkimi innymi pragnieniami. Ale ta wspólna zwierzoludzka skłonność  u
człowieka okraszona jest sadomasochistycznymi skłonnościami. Zwierzę w odróżnieniu od człowieka nie zabija, nie unicestwia bez powodu swojego potomstwa. Jakoś tak
się składa, że i Jelinek i Freud (ten od popędów seksualnych) są Austriakami
.  Także  U. Seidl  (Upały, Import –
eksport) i  M. Haneke, których  cała filmowa twórczość  jest
również  podporządkowana tematowi wszelakiej dominacji . Musimy tę smutną
prawdę przyjąć do wiadomości. Zło i dobro istnieją równolegle,  a człowiek
częściej sięga po zło, bo daje mu ono przyjemność płynącą z  przewagi nad pozostałymi członkami
stada.   I nie możemy  ufać do końca tym podejrzanie
„porządnym” obywatelom, ze złożonymi rączkami,  spacerującymi w „białych
rękawiczkach”, niczym dwójka  inteligentnych austriackich młodzieńców, składających
mordercze wizyty  wypoczywającym  w
domkach letniskowych innym inteligentom.  Serdeczny  uśmiech na
twarzy,  uprzejmość, codzienna modlitwa  to jeszcze nie dowód, że
człowiek nie ma swoich sekretnych piwnic.

Twórcy wyżej wymienieni są akurat pochodzenia austriackiego.
Piszą i tworzą na podstawie obserwacji własnego narodu. Ale nie tylko, Haneke
na przykład, z tego co widziałam , tworzy także w odniesieniu i do innych nacji
(np. Bałkany,Francja, Algieria). Każdy z nas, oczywiście, może odnieść się po
lekturze czy filmie, także do swojego narodu i  znaleźć podobieństwa. Ale
myślę, że  nie bez powodu  jedni z największych współczesnych
austriackich artystów zajmują się właśnie taką a nie inna tematyką. Brutalnie,
nie owijając w bawełnę – obnażają kim jest tak naprawdę ten posłuszny, mający
zamiłowanie do porządku i grzecznej uładzonej fasadowości ich rodak, /a w
dalszych asocjacjach może być także każdy inny człowiek/.
I nie chcę tu absolutnie uogólniać, ale tak się jakoś składa, że Hitler
–pierwszy  największy zbrodniarz świata i Fritzl –  również pierwszy,
chyba do tej pory nikt nie dokonał indywidualnego aktu okrucieństwa na taką
skalę (i to na swojej rodzinie) – pochodzą z tego samego kraju. Ten temat, te
zbieżności,   pewnie nadal będzie  gnębił  co wrażliwsze
sfery tej nacji.  Będzie się  o tym dużo pisać i mówić, analizować
itp. Oczywiście, byli później i Stalin, i Idi Amin czy Kim Il Dzong /albo, tak
niedaleko nas, lekarz psychiatra Serb Radovan Karadzić/, i pewnie jeszcze kilku
takich by się znalazło w innych rejonach świata, ale ci wszyscy choć nie
kryli/ją swego przerostu ambicji, zamiłowania do zbytku i publicznej adoracji.
A tamci dwaj – byli ludźmi na pozór bardzo skromnymi, cichymi, ba, nawet
niektórzy ze zdolnościami artystycznymi, lubiącymi porządek i ład, żyjącymi wg
ściśle ustalonych reguł i planów i zgodnie  z pożądanymi  społecznie
normami i tym normom świetnie odpowiadający – spełniali dokładnie to, czego
ludzie z zewnątrz od nich oczekiwali.  A narzucone kajdany norm,  jak się okazuje, i tak w kiedyś pękają. Pierwotne
instynkty, chęć dominacji, czerpanie z tego przyjemności, dotyczą każdego, nie
dajmy się oszukać Nawet porządnych i kochających na całym świecie pokój
Amerykanów.

 





  • RSS