Etos człowieka pracy odchodzi, a właściwe już
odszedł, w zapomnienie. W dobie nowoczesnych, zmechanizowanych i
zautomatyzowanych technologii, ciężka fizyczna praca, to już przeżytek
i nie powód do zaszczytów. Parają się nią tylko najbiedniejsi. Po II
wojnie światowej, w odbudowującym sie i budującym się ZSRR, robotnik
był Bohaterem. Budowano mu pomniki, pisano o nim pieśni. Teraz, tak jak
w niektórych rejonach Ukrainy, robotnik jest najczęściej bezrobotny i
aby przeżyć musi zniżać się, dosłownie i w przenośni, i czołgając się
setki metrów pod ziemią urabiać w prymitywnych i niebezpiecznych
warunkach węgiel z nieczynnych kopalni.

W wysokich górach Indonezji – najbiedniejsi ze społeczności tego kraju,
niosąc na ramionach po kilkadziesiąt kilo siarki, wydrapanej z
wulkanicznej ziemi, przemykają niczym duchy między turystami
zwiedzającymi górskie szlaki. Czasem, po drodze, zmęczonym mężczyznom
uda się sprzedać, za parę lichych monet, jakąś pamiątkę zrobioną
naprędce z żółtego kruszcu. Robotnicy – są zawsze bardzo biedni, ale
często i niegłupi, mają swoje pasje i marzenia, ot choćby to, żeby
pojechać na koncert zespołu Bon Jovi.

„Lwy” – to tytuł kolejnego robotniczego portretu (poprzednie to
„Bohaterowie” i „Duchy”). Obraz chyba najsmutniejszy, najbardziej
poruszający, także wizualnie. Chodzi o rzeźników z Nigerii. Ich miejsce
pracy to olbrzymi plac pod gołym niebem, za miastem, gdzie ludność od
rana przyprowadza zwierzęta na ubój. Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami
miałoby tu pole do popisu, ale kto by się tam ich pisaniną przejął.
Wszak tu chodzi o życie, o życie ludzkie. Warte te kilka, kilkanaście
dolarów zarobionych co jakiś czas, które pozwolą człowiekowi, jako
władcy zwierząt, obudzić się rankiem, po to by znowu iść do pracy z
podziękowaniem dla Boga, że ona jest.

„Bracia” – to następna piękna sekwencja, poświęcona tym razem
pakistańskim robotnikom, pracującym w jakiejś dzikiej stoczni, gdzie
uwalniają ze stalowych, przerdzewiałych olbrzymów – statków, połacie
cennego stopu. Praca również bardzo ciężka, niebezpieczna – duże
wysokości. Na szczęście – zostaje im na pocieszenie modlitwa i tęskne
pieśni, nucone pod wieczór, ze wzrokiem utkwionym w morze, bo gdzież by
indziej.

„Przyszłość.” A takim tytułem obdarzono część poświęconą chińskim
hutnikom, wytapiającym stal. Uśpiony do tej pory, pod komunistycznym
sztandarem, chiński smok budzi się do światowego życia. Trzeba będzie
mu zapewnić godną przyszłość. Chiny otwierają się, także na nowe
technologie, także na import surowców, czego skutkiem zaczynają być
wymarłe kwatery pracujących jeszcze na pół gwizdka hut. Za jakiś czas
będzie może tu tak jak w Niemczech, gdzie co rusz przybywa parków
krajobrazowych, utworzonych na bazie wymarłych fabryk, hut, czy innych
obiektów przemysłowych. Jeden z takich parków podziwiamy w „Epilogu”
filmu.
Czym wyższy poziom egzystencji społeczeństwa, tym mniej robotników,
mniej biedy, więcej apetytu na konsumpcję życia, mniej dzieci. Śmierć
człowieka pracy. Czy tylko ?

Zdecydowanie polecam ten niezwykłej urody pełnometrażowy film
dokumentalny autorstwa Austriaka Michaela Glawoggera. Warto go
zobaczyć, by zdać sobie, może kolejny raz, sprawę, że postęp i
nowoczesne technologie, to narzędzie w ręku człowieku niezbędne, ale i
obosieczne.