filmowo blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 2.2008

Tytuł raczej mniej  znany miłośnikom kina jak i samego reżysera, ale
na pewno wart, by o nim wspomnieć. Scenariusz napisał Sam
Shepard, wg własnej sztuki. On gra też główną rolę męską. Znawcy literatury z
pewnością doszukaliby się  pokrewieństwa z jakąś antyczną tragedią
(jedność czasu, miejsca i akcji, bohaterowie o rodzinnych konkesjach uwikłani w
miłosny dramat etc. ). Film bardzo oszczędny, pod każdym względem: obsady,
scenografii, wątków fabularnych.Czas akcji to zaledwie kilka godzin wieczornych
w pewnym samotnym motelu na pustkowiu Południa Stanów Zjednoczonych. Spotykają
się w nim ludzie połączeni więzami szczególnej miłości. Więzy są mocno
zagmatwane, do tego stopnia, że porobiły się na nich węzełki nie do
rozsupłania.

Świetny reżyser zaangażował bardzo dobrych aktorów,
takich, którzy są w stanie udźwignąć trudne zadanie przekazania emocji, bez ich
wielkiej manifestacji na zewnątrz. To film o namiętności, także erotycznej, bez
sceny prawdziwego fizycznego zbliżenia. Mile zaskakuje Kim Basinger. Sam
Shepard oraz Harry Dean Stanton równie dobrze oddali niepokój, jaki targa ich
postaciami.

Film, nakręcony ponad 20 lat temu, porusza temat dosyć
niewygodny dla pruderyjnego społeczeństwa amerykańskiego, i nie tylko, a
mianowicie – miłości kazirodczej (brat – siostra). Z tym, że akurat tutaj jej
geneza jest nie taka prosta. Jeśli ktoś kiedyś trafi na ten film, namawiam do zobaczenia. Po kilku minutach nieco niejasnego wstępu włączymy się do tej fascynującej gry uczuć, chwilowo bez wiedzy o ich początku i z niewiadomym końcem.  Jak to u Altmana…  Fabuła,
którą można by opowiedzieć w ciągu pół godziny rozciągnięta jest na ponad 100
minut. Ale nie ma obawy, nie ciągnie się ani trochę. Atmosfera jest tajemnicza,
duszna, nasycona erotyzmem, podskórne pulsowanie emocji bohaterów jest wręcz
namacalne – to zasługa przede wszystkim dzikiego Sama Sheparda. Retrospektywa
miesza się z czasem rzeczywistym, chwilami zacierają się granice między nimi.
Co rusz zmieniają się perspektywy widzenia. Bardzo ciekawy film,
między innymi o roli przypadku, jak bardzo jesteśmy wobec niego bezbronni i jak
bardzo warunkuje on nasze życie.
Tym samym film dedykuję karakterowi, myślę, że pan R. Altman nie będzie miał nic przeciwko :).

Pięć odsłon z historii dwojga ludzi, którzy pewnego dnia poznali się,
pokochali, pobrali i żyli razem …nie, nie długo i nie aż tak bardzo
szczęśliwie, jak by się mogło wydawać.
Film 5×2 ze względu na swą budowę
nieodparcie nasuwa mi skojarzenia z filmem „Nieodwracalne”. I tam i tu,
widzimy koniec historii pewnej pary mieszanej.  Cofając się do jej początku, poznajemy rozwój wydarzeń, który doprowadził do niezbyt szczęśliwego finału.  Oba filmy kończą się śmiercią – którą wieńczy ten sam akt
seksualny – gwałt z pewnej pozycji. Z tym, że w „Nieodwracalnym” jest
to oczywiście bardziej drastyczne, okrutne i tam umiera osoba,
dosłownie umiera, kobieta. Tu, w 5×2 – umiera ostatecznie miłość i
pewnie razem z nią umiera cząstka tej kobiety – żony, którą mąż na
zakończenie ich historii (małżeństwo jest świeżo po rozwodzie) traktuje
tak samo przedmiotowo jak ów zboczeniec z metra swoją przypadkową
ofiarę.

W „Nieodwracalnym” – poznajemy także historię pary
zakochanej w sobie ogromnie, której historia miłosna kończy się jeszcze
PRZED urodzeniem dziecka. W „5×2″ koniec (jego początek) miłości
rozpoczyna się tuż PO urodzeniu dziecka. Pytanie, czy kochający się z
„Nieodwracalnych” również doczekali by podobnego końca miłości, gdyby
nie to feralne zdarzenie z przejścia podziemnego? Kto wie? Być może.

„5
x 2″ to piękny film, ale jakże bardzo smutny, i odmienny od pozostałych
filmów F. Ozona. Jeśli miłość w ogóle istnieje, to nie jest na pewno
wieczna. I tak na dobrą sprawę, wszystko jedno czy przypieczętowana
sakramentem małżeńskim czy nie – zaczyna się kończyć ledwo sie
rozpocznie. Patrzymy sobie na zycie małżeńskie Gillesa i Marion i nie
widzimy ich tak naprawdę szczęśliwymi. Niby jest dobrze, ale jakoś
smętnie. Widać, że ta kochająca się z początku para, /a może tylko
zauroczona sobą?/, jednak nie odnalazła się razem w życiu codziennym, a
już na pewno nie odnalazł się mężczyzna jako mąż/ ojciec. W momencie
urodzenia syna pojawiła się szczelina, która z biegiem paru lat
zamieniła sie w przepaść między nimi.
Zresztą Gilles nie był
szczęśliwy razem ze swoją poprzednią partnerką, tuż przed poznaniem
Marion – oglądamy ich jako parę o czteroletnim pożyciu, z już wygasłymi
uczuciami. Pojawia się w filmie również para homoseksualna. To brat
Gillesa z młodziutkim partnerem, o którym wszyscy wiedzą , ze nie jest
mu wierny. Oni też raczej udają szczęście niż go doświadczają.
Film
bardzo dobry, z przepiekną przewodnią piosenką, taką, ze dosłownie
ściska serce i jeszcze bardziej boli treść. A może tak boli b prawda,
jaka plynie z ekranu?  Polecam go tylko ludziom o silnych nerwach,
których stać na zetknięcie się oko w oko z tezą, że miłość nie
istnieje, a jeśli – to na krótką chwilę i po to by zachowac gatunek
ludzki.

Poezja!  Początkowo
mamy  wrażenie, że oglądamy coś z sensacji.  Tae-suk włamuje się  do różnych mieszkań podczas nieobecności
gospodarzy. Ma swój mały skuterek i udaje 
roznosiciela ulotek. Rano zawiesza je na klamce,  wieczorem wraca i jeśli ulotka jest na swoim
miejscu, włamuje się  do takiego pustego
domu  na noc.  W gruncie rzeczy nic złego tam nie czyni,
przynajmniej świadomie. Chce tylko pomieszkać parę godzin, zaspokoić różne
przyziemne potrzeby. Może to jakiś samotny, bezdomny chłopak, znalazł  sposób, by odpocząć, a przy okazji pomarzyć,
że ma rodzinę i dom?  Niczego sobie nie przywłaszcza, a za swoistą „gościnę”
odwdzięcza się nieobecnym gospodarzom praniem, czy naprawą zepsutego sprzętu
domowego.  Ale,  mimo tego prawie
idyllicznego nastroju  cały czas odczuwamy jakiś niepokój, czekamy na
jakieś wydarzenia…

No i,  nie obywa się bez niespodzianek. Otóż, pewnego razu, zdarza się, że
w domu jednak ktoś jest, mimo, że ulotka wisi od rana do wieczora. W ten sposób
Tae-suk poznaje  Sun-hwa, fotomodelkę,
której fotografie zdobią cały piękny, bogaty dom,  jaki zajmuje wraz  z mężem. Sun-hwa jest taka nieszczęśliwa w
swoim związku! Ta nieoczekiwana wizyta kogoś obcego, kto czuje się u niej jak u
siebie w domu, nie robi na niej wrażenia. Obserwuje uważnie przybysza i czeka
na rozwój wypadków.
W końcu następuje pierwszy przełom filmu. 
Tych dwoje samotnych ludzi,  nie
wymawiając ani jednego słowa,  osiągają
najwyższy stopień porozumienia. Ona porzuca swoje dotychczasowe życie i od tej
pory wędrują już razem po mieście w poszukiwaniu schronienia, by odciąć się na
chwilę od świata, gwarnego miasta i pobyć w pustym domu ze sobą sam na sam.
W tym momencie błyska iskierka olśnienia – to film o wyzwoleniu się z
wszelakich ograniczeń, przymusów, nawet przymusu mówienia.  Ale 
czy  jest możliwe?
Odpowiedzi na to pytanie będzie można poszukać w trzeciej sekwencji filmu,
rozpoczynającej się w mieszkaniu, w którym na dwójkę miejskich wędrowców czeka
kolejna niespodzianka.  Tym razem jest to
stary martwy mężczyzna. Tae-suk trafia do więzienia.  I teraz zaczyna się kolejny etap jego
wędrówki do wyzwolenia się od fizycznej formy do duchowości, nawet w dosłownym
sensie. Zaczynają się dziać rzeczy z pogranicza snu i jawy, rzeczywistości i
wyobraźni. A życie Sun-hwa, która w końcu z pomocą policji wróciła do męża –
nabiera nierealnego wymiaru. Sun-hwa zaczyna być szczęśliwa, nawet u boku męża,
którego nie kocha.  Skupiła się na życiu
duchowym. Świat materialny, wraz ze swoim ciałem pozostawiła mężowi.

Każdy „Pusty dom”, który odwiedza Tae-suk, oglądamy co najmniej w dwóch
odsłonach. Jedna z nich, to ta, kiedy dom  jest rzeczywiście pusty i pojawiają się w nim
on albo oni – Tae-suk i Sun-hwa. Wtedy dom zaczyna żyć, zaczyna go wypełniać
miłość. W drugiej odsłonie dom zapełnia się gospodarzami – coś tam mówią do
siebie, czasami warczą, krzątają się wokół swoich zajęć, uprawiają seks.  Ale czy dom naprawdę jest pełny?  Mimo obecności  właścicieli, każde z tych mieszkań jest tak
naprawdę martwe – Puste.   Nie ma w nich
miłości, bo nie ma porozumienia  dusz,
pokrewność ducha. To duchowość człowieka, jego wewnętrzna moc jest
najważniejsza. Człowieka można pokonać fizycznie, ale nie można zniewolić jego
ducha. Dzięki wewnętrznej mocy można obalić mury każdego więzienia, także
mentalnego.  Przykład Sun-hwa i jej męża,
który  być może posiądzie ją fizycznie,  ale nigdy nie dojdzie  między nimi do prawdziwego spełnienia.  A ona już nie będzie się czuła zniewolona przy
boku męża.

W filmie główną rolę gra milczenie. Myśle, że ten film
dlatego też jest taki dobry, ponieważ doszło do całkowitego porozumienia
jeszcze jednych dusz, tych z planu filmowego. Doskonała współpraca między
reżyserem a aktorami oraz operatorem i autorem pięknej muzyki nie byłaby
możliwa bez istnienia owego zespolenia i zrozumienia się wszystkich nawzajem.
Prawdę mówiąc, ja przez dłuższy czas nie zauważyłam, że główni bohaterowie nie
mówią, tak świetnie aktorzy potrafili wygrać swymi twarzami całą gamę uczuć i
tę nić porozumienia jaka zaczęła ich łączyć od pierwszego spotkania. Mówi się,
że milczenie jest złotem. Coś w tym jest. I to nie tylko w tym sensie, mów
mało, wtedy nie wygadasz się co czujesz, ale w sensie – mów mało, bo nie słowa
świadczą o człowieku.

Poza tym – praktyczna korzyść z filmu – tak wędrując razem z Taek-sui Sun-hwa
od mieszkania do mieszkania – mamy całkiem przyzwoity przegląd i ogląd standardów
socjalnych, architektury wnętrz czy poszczególnych dzielnic w jakich żyją
współcześni „zurbanizowani” koreańczycy.

Polecam ten film tym, którzy lubią poetykę twórczości Kim
Ki-Duk. Jeśli ktoś nie wie czy lubi, niech spróbuje. Żal byłoby stracić szansę
poznania tak niebanalnego, ciekawego i pięknego kina.


  • RSS