Pewien ponadtrzydziestoletni torunianin, anglista, zostanie pociągnięty do odpowiedzialności karnej za wrzucenie na stronę „wrzuta” obrazka, którego nie był autorem, przedstawiającego Jezusa z doklejoną twarzą Stalina. Dowcip, niewątpliwie nie najwyższych lotów, nie spodobał się pewnemu katechecie, poczuł, że jego uczucia religijne zostały obrażone, postanowił więc sprawę zgłosić na policję. Odbędzie się proces. Jeden z biskupów polskich poradził wrzutownikowi udać się do psychiatry. Prawdopodobnie wcześniej ten niegodziwy nieszczęśnik uda się do więzienia, albo „zamiast” wybuli parę tysiączków grzywny na tacę, jako zadośćuczynienie za swój grzech.
Swojego czasu – duńscy dziennikarze oficjalnie, w prasie, zakpili z Mahometa, nie dosyć że zamieszczając jego wizerunek do publicznego wglądu, to jeszcze z bombą na głowie. Za ich przykładem ochoczo podążyli następni dowcipnisie. Rysunki, ku uciesze gawiedzi i na dowód wolności słowa, obiegły cały świat, nie omijając prasy polskiej. Ale zawrzał tylko świat islamu. Chrześcijanie gorszyli się rozruchami oburzonych wyznawców Mahometa, nazywając ich fanatykami.