„Żeby kobieta mogła fruwać, mężczyzna musi pełzać”. Taka oto zgrabna sekwencja wymknęła się kiedyś z ust małżeństwu Kydryńskim – Marcinowi i Annie Marii Jopek na spotkaniu w TVN. Prawda, że piękna? Bardzo lubię tę parę. I to nie tylko ze względu na skojarzenia z ojcem Lucjanem i jego żoną – też piosenkarką, Haliną Kunicką – rodzicami Marcina. Nie, zresztą pani Halina po ślubie raczej skończyła karierę (ale to bardziej „zasługa” czasów i braku popytu na jej repertuar niż wina kogokolwiek), nie – lubię to co oni robią, razem i oddzielnie, i zawsze podkreslają, że gdyby nie mieli siebie, nie byliby tym kim są. Anna zawsze docenia przyziemny trud męża, który doprowadza do jej nagrań i koncertów i jej artystycznych uniesień. Marcin zaś, dzięki swej żonie może bujać w obłokach pełzając po ziemi. Czego przykładem jest ich ostatnia płyta „Id”. Zna już ktoś? Ja wysłuchałam tylko fragmentów, przeczytałam parę recenzji, różnych, skrajnie odmiennych nawet, jestem ciekawa. Ale najpierw uczta podczas „Siesty” z Marcinem K. i przez niego wybraną muzyką.