„NAJWIĘKSZĄ ILUZJĄ POLAKÓW JEST TO, ŻE MYŚLĄ O SOBIE, ŻE SĄ LUDŹMI WIERZĄCYMI”
Pod refleksję poddaję te słowa Krzysztofa Pieczyńskiego (wywiad w najnowszym Zwierciadle), polskiego, bardzo dobrze zapowiadającego się kiedyś aktora, który był taki czas, że wyjechał z Polski do Stanów, tam pograwszy w nawet niezłych teatrach, zdecydował się wrócić do ojczyzny. Zdobył popularność, oczywiście za sprawą roli w serialu, ale zasługuje na o wiele więcej. Grał w kilku filmach Jana Jakuba Kolskiego. No pewnie, któż inny potrafiłby w nim dostrzec duszę poety, tylko drugi poeta. Pewnie ma też angaż w jakimś polskim teatrze, nie wiem, nie widziałam, nie jestem ze stolicy, jak również nie oglądam „Na dobre i na złe”. Ale za to pan Krzysztof pisze prozę i wiersze. Ostatnio wydał już kolejny tomik poezji. Muszę kiedyś zaglądnąć, bo on taki jakiś melancholijny jest, a melancholia jest taka pożywna..
Aktor jest ogólnie rozgoryczony, ale nie zgorzkniały, o nie! I nie zrezygnowany, może trochę rozczarowany tym co wokół niego, wcale mu się zresztą nie dziwię.
Życzę mu jak najlepiej, bo jeśli pamietam i pamiętałam go nawet gdy go w kraju nie było, znaczy jest tych dobrych życzeń, oby spełnionych, wart.