filmowo blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 4.2006

Cudowne, ożywcze kino. Lekkie jak piórko, ale wiadomo, że to co lekkim się wydaje, rodzi sie bólach i pocie. Podobno Jarmusch „Kawę i papierosy” pił i palił przez prawie 17 lat, żeby w końcu zaprosić nas na spotkanie przy „Kawie i papierosach”. Jestem tak tym filmem zachwycona, jak również „Nocą na Ziemi”, że ośmielę sie nieśmiało porównać Jarmuscha, autora mistrzowskich opowiadań filmowych do Antoniego Czechowa – arcymistrza krótkiej formy w literaturze. Pewnie to trochę na wyrost, z krzywdą dla Antoniego, ale tak mi się to towarzystwo jakoś nasunęło.

Podoba mi się, że reżyser ma pomysły. W „Nocy na ziemi” wymyślił, abyśmy przejechali się o tej samej porze z nocnymi taksówkarzami i ich pasażerami w różnych miastach świata. A w „Kawie i papierosach” podsłuchujemy z kolei, w okolicach pory lunchu, krótkie dialogi, przeważnie dwuosobowe, przy kawie ( rzadko herbacie) i papierosie w przeróżnych lokalach/kawiarniach Ameryki.
Dialogi nie są krótkie z tej przyczyny, że Jim Jarmusch postanowił w czasie tylu a tylu minut zmieścić tyle a tyle nowelek filmowych. Nie, ludzie po prostu nie mają sobie wiele do powiedzenia. Czasem do tych rozmów wtrącają się osoby trzecie. I wtedy bywa dość zabawnie (Steve Buscemi czy Bill Murray), albo i poważnie – jak np. w miniaturze „Kuzynki” (świetna podwójna rola Cate Blanchett).

Wspaniałą, zabawną niespodzianką jest udział w filmie znanych ludzi – muzycy, aktorzy także – którzy grają pod swoimi imionami nazwiskami, jakby samych siebie w wyimaginowanych sytuacjach. I tak mamy tu m.in. duet Jack White i Meg White (zespół White Stripes), Iggy Pop i Tom Waits czy Alfred Molina i Steve Coogan. Nawiasem mówiąc, to właśnie z nimi filmiki najbardziej polubiłam („Jack pokazuje Meg cewkę Tesli”, „Gdzieś w Kalifornii” i „Kuzyni”).
Ale tak w gruncie rzeczy, to wszystkie są świetne, bardzo trudno jest wyróżnić najlepszy. Historie są dowcipne, zabawne, ale zabarwione goryczą,która pozostawia w nas jakiś smutny osad.I jakże są prawdziwe. Ileż to razy spotykamy sie z ludźmi, np. „na kawie”, pełni nadziei, że będzie to extra wydarzenie, że nagadamy sie za wszystkie czasy, albo i pomilczymy nieuciążliwie w przyjażni, co jest chyba najtrudniejsze – być ze sobą i nerwowo nie trajkotać. A tu znowu okazuje się, że nić porozumienia i zrozumienia między ludźmi jest bardzo trudno zawiązać. Ot, choćby z tego, miedzy innymi powodu, że gdy jesteśmy młodzi, każdy żyje swoimi sprawami, skupiony jest na swojej osobie, swoich dążeniach. Gdy jesteśmy już starsi, mamy czas i chętnie posłuchalibyśmy już co ma do powiedzenia o świecie i sobie ten drugi, ale cóż – starość nie radość, bywa że zasypiamy znużeni podczas rozmowy – kapitalna ostatnia miniatura zamykająca całość!
Zwykle nasze pospieszne, albo obowiązkowe spotkania kończą się z ulgą i bywa smutkiem, że znowu udało sie tylko wypić zdrowie, stukając sie filiżanką lub plastikowym kubkiem z kawą, przypalając kolejnego papierosa, który świetnie pomaga przykryć nerwowość i powierzchowność kontaktów między ludźmi, nawet sobie bliskimi, czy to z powodu więzi rodzinnych czy zawodowych.

Ale oczywiście, nie tylko o to chodzi w piciu kawy i paleniu papierosow, a o co, to juz każdy, który UŻYWA, wie sam…
Ja w nałóg papierosowy pogrążam się coraz bardziej wmawiajac sobie, że pozwala mi jaśniej myśleć, uspokoić się, wyciszyć, stłumić głód, zwieńczyć posiłek i tak jak w filmie – nawiązać rozmowę, przybliżyć kontakt, zająć ręce – to takie totalne chodzenie na łatwiznę, przyznaję. Moja wina, moja wina, moja wielka wina. Kary – mam nadzieję, nie dostąpię.

Spotkałam dziś chama. Cham ma zawsze złoty róg, który zdobył jak na chama przystało. Bo Pan Bóg lubi chamów, mam nadzieję, że dla niepoznaki, by kara, jaką na nich ześle, była niespodziewana i tym bardziej dotkliwa.
Cham zaparkuje samochód w poprzek, zajmując 2/3 placyku parkingowego, bo tak mu wygodnie. Cham, skorzysta z nieuwagi starszej kobieciny i wepchnie się przed nią do lekarza. Cham wjedzie w kałużę specjalnie z jak najwiekszym impetem, bo tak lubi, gdy ktoś odskakuje od krawężnika ze złością na twarzy i ochlapanym białym płaszczem. Cham zajedzie ci drogę tylko po, żeby zaraz tuż przed nosem skręcić w lewo czy w prawo. Cham powie ci „spieprzaj” zamiast „przepraszam”. I tak dalej, zresztą każdy wie jak wygląda i co robi cham, bo tych ci u nas dostatek.
Cham ma pieniądze, ładną brykę, ładną ale głupią masochistkę dziwkę, bo czyż chama można kochać? Cham ma nawet często ładną twarz, w końcu – od czego są pieniądze? Bo cham lubi się podobać tym, którzy się jemu podobają. Czyli cham do chama, jak swój do swego. Chama się adoruje – w końcu warto, zawsze coś skapnie z chamskiego stołu. Chamowi każda niegodziwość ujdzie na sucho, bo jak mówią, „z chamem lepiej nie zaczynać”, lepiej być z chamem za cham brat niż mieć chama wroga.
Przyjdzie dzień, że cham trafi na chama i rzuci w jego stronę „co za cham! i zdepcze go jak robaka. Przyjdzie czas wojny chamów, jedyna nadzieja, że cham zabije chama.


  • RSS