filmowo blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 1.2006

Niedawno oglądałam bardzo ciekawy dokument pt. „Był sobie film „Ostatnie tango w Paryżu”. Jest to wywiad z reżyserem B. Bertoluccim, przeplatany rozmową z Mary Schneider – główna rola kobieca i bodaj autorem zdjęć V. Storaro, ilustrowany fragmentami z filmu o którym mowa w tytule.

Nadzwyczaj ciekawa rzecz, szkoda tylko, ze bez udziału Marlona Brando – odtwórcy mężczyzny, który był sprawcą akcji, jaka zachodzi w filmie. Marlon jest tu mężem, a właściwie wdowcem – jego żona popełniła samobójstwo. O ile pamiętam, bo film widziałam bardzo dawno, jest tym faktem mocno zaskoczony. Wypowiada bowiem piękną kwestię, i chyba czasem sprawdzająca sie w życiu, która brzmi mniej więcej tak: „Jak to jest możliwe, że mężczyzna, który jest zdolny poznać tajemnice wszechświata, nie może zrozumieć swojej żony?”.
Aby zabić rozpacz i niemoc odddaje się, z przypadkowo poznana dwudziestolatką, w szpony seksu. Tak, nawet mozna by to tak pretensjonalnie określić „szpony”, które go rozdrapią, zniszczą, wydobywając na wierzch jego najskrytsze najbardziej skręcone mentalne „bebechy”.
Jest mu wszystko jedno, a nawet więcej, jest gotów za najwyższą cenę dotrzeć do najgłębszych pokładów swej mrocznej seksualnosci, i odkryć do czego jest zdolny w swoim zatraceniu, on – mężczyzna. A jest zdolny do wielu szokujących, jak na owe czasy przynajmniej, rzeczy. Jest to seks brutalny, zwierzęcy, seks bez najmniejszego przejawu czułości, kobieta jest tu instrumentem służącym do przyjemnej, ekstatycznej zagłady.

I tak też po trochu, przedmiotowo właśnie, potraktowano Marię Schneider. Jak mówi, słynnej sceny z masłem, która potem wlokła się za nią przez całe życie, nie było w scenariuszu. Na jej pomysł twórcy (mężczyźni) filmu wpadli przypadkowo, ot tak sobie, pałaszując świeżutkie bagietki ze złocistym miękkim smarowidłem na śniadanko. Nagle doznali olśnienia, to jest to! To będzie mocne, to upokorzy kobietę, a tym samym doda pikanterii, wzmocni przemoc, bezwzględność i desperację mężczyzny, który nie potrafił zrozumieć swojej żony i ustrzec jej przed samobójstwem. No jak już to postanowili, przystąpili do dzieła. Aktorka, nie przeczuwając niczego, zabrała sie do odgrywania kolejnej sceny. Nagle została powalona przez Brando, obnażona od pasa w dół, masło poszło w ruch, może nie tak dosłownie, bo jak zapewnił z dumą reżyser, do stosunku analnego między Brando a nią nie doszło. Oj, tak – panowie jednak pozostali dżentelmenami, co nie zmienia faktu, że na dobrą sprawę aktorka została moralnie zgwałcona. I tak oto zaistniała scena, która na dobre weszła w świadomość widzów i nieodłącznie kojarzy sie z filmem „Ostatnie Tango w Paryżu”. Jedna ze scen, która zniszczyła karierę Mary Schneider – po „Tangu” nie zagrała już żadnej większej roli.

Od tamtego czasu minęło ponad 30 lat. Świat sie zmienił, dziś już mało kto gorszy się nadzwyczaj realistycznymi scenami z seksem (np. Monica Belluci i 9 minutowy gwałt na niej, zakończony śmiercią w podziemiach metra), aktorki nie płacą już tak okrutnego haraczu za pomysły mężczyzn-artystów. Zresztą, nie tylko Schneider poniosła konsekwencję udziału w tym filmie. Brando przez kilka lat nie odzywał sie do Bertolucciego – podobno stosując różne chwyty ku wydobyciu poszczególnych emocji zbyt głeboko wtargnął w psychikę aktora.
Twórcy po premierze byli odsądzeni od czci i wiary, doszło do wielu procesów sądowych za obrazę moralności, były nawet wyroki w zawieszeniu itp.
Czy słusznie? W końcu przecież zobaczylismy na ekranach kawałek życia wewnętrznego człowieka, mężczyny, który potrafi kochać, ale gdy zda sobie z tego sprawę bywa czasem już za późno i wtedy pozostaje rozpacz, większa tym bardziej im bardziej miłość była nieuświadomiona. Oddaje się seksualnemu samobiczowaniu, rozpasaniu bez granic, ekstaza i cierpienie na przemian albo równocześnie, a że przy okazji unieszczęśliwia następną kobietę, o tym nie ma czasu pomyśleć, jest zbyt zajęty sobą…

Właśnie. Blogi. Codziennie rosną nam one w sieci, jak grzyby po deszczu. Po prostu mania. Po co ludzie piszą blogi, po co ja go mam. Nie jestem ich wielką miłośniczką. Nie biegam, nie czytam namiętnie, nie odkrywam. Bo nie mam czasu, bo mi go szkoda, bo mnie nudzą, bo są rodzajem popisywania się jeden przed drugim, często są podobne jeden do drugiego, często są towarzystwem wzajemnej adoracji – jeśli ty mi dasz notkę to i ja ci dam, nawet bez czytania, co napisałeś. Chodzi o to by znowu wygrać, znowu być pierwszym w kolejnym wyścigu, by zaspokoić swoje próżne ego po prostu. Ale to takie ludzkie.
Czy blogowicz jest szczery? Wątpię. Mając świadomość, łudząc się że czytają go ludzie, a tym bardziej może i znajomi z realu, wątpię, czy nie koloryzuje pisząc o sobie. Wszystko jedno, czy pisze źle czy dobrze. Niezależnie, czy chce się wykreować na Matkę Teresę, czy na Kubę Rozpruwacza albo Casanovę. Może przesadzać to w tę to w tamtą stronę. To takie ludzkie.
Czy blog można potraktować jako pamiętnik, swój dziennik? Owszem, można by tak to ująć, tak sądzić, tylko… pamiętnik to pamiętnik. Zawsze to była rzecz intymna, którą chowało się w najbardziej przepastnych miejscach, by nie dosięgnęła go niepowołana ręka, i oko obce nie przeczytało.
Takie czasy nastały, że czym ludzie są bardziej sobie obcy, oddaleni od siebie, tracący łatwość rozmowy z drugim człowiekiem, tym bardziej chcą się z nim komunikować. Tylko może nie zawsze w celu, by dowiedzieć się czegoś o tej drugiej istocie, ale po to by opowiedzieć o sobie. Wyrzucanie emocji z siebie. To też jest ludzkie.
Blogowisko to ocean samotności. Dowód wszechogarniającej powierzchowności ludzkich relacji. To takie obijanie się o siebie. Takie małe planetki wpadaja w biegu jedna na drugą, potrącą się, zawirują wkoło, nabiorą pędu i dalej kręcąc się wokół własnej osi lecą bezwładnie ku następnej, od której się znowu odbiją. I tak dalej. I tak już do końca świata. I dobrze. I źle.
I dlatego bloguję, z niektórych powodów, co powyżej, po trochu. Jestem człowiekiem XXI wieku.
Choć…robię to już z coraz mniejszym zapałem. Zresztą tak prawdę mówiąc, nigdy go wielkiego nie miałam, jest to raczej chęć spróbowania i poskromienia ciekawości, jak filmowo poczuje się blogując….


  • RSS