filmowo blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 6.2005

ekhm

1 komentarz

… to by było na tyle. Spróbowałam, dziękuję, dobre było, ale dziękuję, wolę życie. Idę więc żyć. Już wiem jak smakuje toto, i wystarczy. Lepiej mi, znacznie lepiej! Blogowanie ma jednak swoje dobre strony. Więc nie mówię żegnaj, tylko narazie! Ciao! (już ćwiczę przed wyjazdem do Włoch!)

Za chlebem

Brak komentarzy

Figura modelowa, fryzura prosto z salonu, oko jak z reklamy firmy Rimmel, usta – widać najnowszy przebój na rynku szminka w płynie z błyszczykiem – 2 w 1 to już nie tylko domena szamponów; buzia – istna brzoskwinka – sama mistrzyni Margaret Astor maczała w tym palce. Paznokcie – ajajaj! – tipsy razem z malunkiem! Dłonie – piekne, jeszcze nie zmarnowane, siegają po chleb, o który uprzejmie proszę, niestety nie są odziane w żadną rekawiczkę czy woreczek foliowy – ochronny. Z przerażeniem pakuję bochenek do torby, którą używam tylko do pieczywa. I po co na Boga? Pani grzecznie zbiera „pieniążki” z lady, czasem bywa, że ze specjalnego talerzyka firmowego, rzuca je do kasy i zwraca się do pana za mną – „proszę”?. Nagie dłonie znowu czarują i siegają, tym razem po bułki – każda z nich jest muśnięta i wzbogacona ekscytującym zapachem pieniędzy, i nie tylko. Smacznego!
To była wersja optymistyczna. Pani przed wyjściem z toalety umyła ręce!

Boże, Boże, jak ja smęcę. To takie niemodne. Trzeba być młodym, pieknym i roześmianym od ucha do ucha, tym bardziej, gdy się ma świezowybielone zęby. Jeju, wszyscy się do mnie odwrócą plecami, bo nie chcą być ciągnieci w dół tylko podnoszeni do góry. Rany! Jeszcze sobie ktoś pomyśli, ze jestem strasznym ponurakiem, który ciągle ma jakies czarniawe myśli. A ja smęcę po to by, móc później smiać się pełną parą. Z byle czego, na przykład wspominając gdy mały J.J. zamiast kotek mówił totet – może to głupie śmiać z małych dzieci po latach – ale to było naprawdę bardzo zabawne, szczególnie gdy już z tego wyrósł. Albo, gdy drugi J. tańczy dla mnie jakiś połamany taniec ludowy, albo gdy wszystko mi się kojarzy z rzeczami, które nie przystoją damie w pewnym wieku, albo gdy sama sobie wymyślam jakieś głupawe dwuwiersze, albo przypominam jeszcze głupsze powiedzonka, zasłyszane gdzieś po drodze życia, czasem rechoczę, bo w pamieci mignie mi jakaś scenka z bardzo niepoprawnego i nieambitnego filmu. Śmiać się z byle czego i to w towarzystwie wyrozumiałych ludzi – to wielkie szczęście, a może nawet umiejętność, którą można posiąść także dzięki wyrzuceniu z siebie tego co mroczne. Chociaż – czasem już nie wiem, czy śmieję się ze szczęścia, czy z pogubienia, czy z pogodzenia, z oczekiwania, posiadania nadzieji, czy z rozsądku?

Ech!

2 komentarzy

„wsiąść do pociągu byle jakiego, nie dbać o bagaż, nie dbać o bilet…”
Łatwo zaśpiewać!

Debiut reżyserski pani od tego co „Między słowami”. Film poruszający – samobójstwo pięciu niewinnych dziewczyn (jak wskazuje tytuł oryginalny) z tzw. dobrego domu. Być może właśnie w tym tkwi przyczyna, że dom był za dobry? Rodzice za mocno i za egoistycznie kochali? Wszak matka na końcu podsumowuje – miłości u nas nigdy nie brakowało, nasz dom był wypełniony miłością. To straszne – ta kobieta do samego końca chyba nie zrozumiała swoich córek – ich śmierć niczego jej nie uzmysłowiła. Pewnie do kresu swego życia – winiła dzieci za to zrobiły. A może szukała tylko usprawiedliwienia, żeby móc dalej żyć? Żeby nie zwariować jak mąż i ich ojciec, którego początki choroby już się objawiły w filmie?

Bardzo spodobał mi się sposób narracji filmu. O wydarzeniach sprzed lat opowiada (głos Giovanni’ego Ribbisi) zza kadru jeden z chłopców, rówieśników dziewczyn, sąsiad, którego tajemnica ich śmierci drąży przez całe życie. Bo samobójstwo, odebranie sobie życia przez człowieka, a szczególnie młodego, będzie zagadką do końca dla świadków tego czynu, a szczególnie, gdy świadkami są też ludzie dorastający. Takie wydarzenie wbija się w pamięć i zarasta, jak drzazga, której nie można usunąć spod skóry. W końcu jakoś roztapia się ona w ciele, jest w nas.
Tak jak moja historia z Czarneckim – minęło już wiele, wiele czasu od momentu, gdy się powiesił, a ja ciągle pamiętam jego roześmianą twarz i włosy jak u Brada Pitta. Byliśmy w podstawówce, nie rozumiałam kompletnie co się stało. Nawet nie umiałam się nad tym dobrze zastanowić. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że można, i dlaczego?, odebrać sobie życie. Dopiero po latach zaczęłam snuć domysły, z nikim o tym nigdy nie rozmawiałam, nie wiem kto mu zrobił krzywdę, domyślam się, że musiał się czuć bardzo podle i bardzo samotnie, choć być może samotny nie był. Chyba przestał wierzyć w cokolwiek, chyba… chyba… Czasem ja mając swoje chwile zwątpienia myślę, a może gdyby on żył?.. To ta drzazga… I szybko przenoszę się do chwili obecnej.

A więc i do filmu – wspomnienia o samobójczyniach snuje dorosły już mężczyzna, który razem z nimi dojrzewał, obserwował je wspólnie z kolegami, był zafascynowany nimi, także ich niezwykłą sytuacją rodzinną. W okolicy nieszczęście unoszące się wokół tego domu było wyczuwalne w powietrzu, szczególnie gdy wycięto stare wiązy w pobliżu.
Film klimatem przypomina mi nieco „Piknik pod wiszącą skałą” Peter’a Weir’a. Mamy tak samo do czynienia ze zniknięciem dziewczyn, pierwszymi męskimi fascynacjami budzącą się kobiecością u rówieśniczek, i nieustającą tęsknotą późniejszych mężczyzn, za utraconym poznaniem tajemnic wzajemnego odnajdywania się w miłości, która miałaby szanse między nimi się narodzić.
Tajemnica została tajemnicą – fascynacja, ból, tęsknota przerodziły się w niezaspokojoną wieczną pokusę.
I tak właściwie to o tym jest ten film, nie o matce, ojcu, córkach.
To piękna chłopięco-męska opowieść o początkach życia, pierwszych uniesieniach, nadziejach, marzeniach, sekretach – tych niespełnionych, nieodkrytych, niewytłumaczonych – o magii jaka dzieje się między mężczyzną i kobietą w początkach ich wzajemnego spotkania.

Chwilowa blokkkkkada na blogggggadzie.


  • RSS