filmowo blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 3.2005

Ojciec, do którego można by się przytulać
Brat, oczywiście starszy, którego można by podziwiać
Nauczyciel, taki mądry, że aż strach
Chłopak, ładny, wesoły, kumpel
Mężczyzna, tu jest sprawa poważna
Tu trzeba by wspomnieć o miłości
– tej poświęcałam wszystkie marzenia od chwili
gdy odkryłam że fantazja jest lepsza od życia.
Miłość – jej ofiarowałam wszystkie wizyty u dentysty
Wszystkie niedogodności w przeróżnych podróżach
A szczególnie Kijów – Charków, Września – Wiedeń,
Wszystkie porozbijane wazony, talerze, szklanki
Wszystkie łzy wypłakane z przyziemnych powodów
Wszystkie klęski – liczyłam, że mi się opłacą
Wszystkie rany na ciele i duszy
Znosiłam z godnością – wiedziałam że nie na próżno
Rozczarowania, niemiłe niespodzianki, i inne zawody
Doliczałam do rachunku, który miłość mi kiedyś wystawi
Za to że się pofatygowała.
Już nie marzę
teraz wspominam moje pierwsze marzenia
o ojcu, o bracie, o nauczycielu, o chłopcu
Zawsze o mężczyźnie.

Z czystym sumieniem mogę polecic „Grę Ripleya” lubiącym filmy z zagadką. Tym razem, nie mamy tu zagadki typu „kto zabił”, a raczej „jak skończy ten, który zabił”. I mimo to ogląda się to za zaciekawieniem, momentami nawet z rozbawieniem.
A tak w ogóle to jest film niemal jednego aktora – Johna Malkovicha. Zaczynam odzyskiwać wiarę i uwielbienie dla tego aktora, jakie kiedyś do niego żywiłam. Świetnie zbudował postać cynicznego, aczkolwiek nie pozbawionego sporej wrażliwości, głównie jeśli chodzi sztukę, broń Boże o ludzi, Amerykanina wydającego spore pieniądze i zamieszkalego we Włoszech.
Wszak pamiętamy – pana Ripleya i jego drogę do majatku na ziemi włoskiej. Nic się od tamtej pory nie zmienił. Jest tylko może jeszcze bardziej bez skrupułów , ma jeszcze bardziej zimną krew, a do tego jest jeszcze szalenie i bez zahamowań dowcipny.
I tak oto lubimy tego nowobogackiego drania, kochającego swoją żonę – utalentowaną artystkę, antyki, kwiaty, swoją starą choć przebudowaną po nowemu willę, no i przede wszystkim kochającego prowadzić niebezpieczne gry ze swoimi przeciwnikami. Lubimy go – bo jednak gdzieś tam tkwią w nim resztki człowieczeństwa – ma honor, nie szafuje nadarmo ludzkim życiem, ma umiar w gromadzeniu pieniędzy, nie jest chciwy, „zarabia” tyle ile mu potrzeba, by zaspokoić wymagania swojej artystycznej duszy. Jego przeciwnikiem jest Jonathan (Dougray Scott – też wart odnotowania) – schorowany Włoch, momentami mazgaj, biedny, tzn. niebogaty, delikatny konserwator i oprawiacz obrazów. Taki niby niepozorny, ale jednak postawiony w sytuacji bez wyjscia potrafi wziąć się w garść i pokazać, że stać go na zdecydowanie męskie odruchy. Między tymi dwoma – Tomem Ripleyem i Johnatanem z biegiem akcji zawiazuje się swoista więź, którą trudno będzie im przerwać, ba – ze strony Jonathana, o dziwo, nawet nie będzie takiej chęci.
Nie chcę tu więcej opowiadac o akcji filmu, bo wiadomo, że nie o to chodzi w rekomendacji. Krótko jeszcze raz powtórzę – film się oglada bardzo dobrze, mimo, a może właśnie dlatego, ze brak tu fajerwerków typowych dla filmów sensacji. No tak, jakby nie było, scenariusz oparty jest na książce mistrzyni kryminałów w starym dobrym stylu – Patricii Higsmith. Kryminałów, w których równie ważne jak zbrodnie, są przemiany psychologoiczne bohaterów, którzy je popełniaja. Momenty napięcia, owszem, również bywają, ale dla mnie bardziej cenne od nich są kapitalne dialogi. Te z udziałem Malkovicha – znowu pokazał, ze jest cudownym aktorem dramatycznym, z zacięciem komediowym, tym bardziej godnym podziwu, że komizm buduje na kamiennym wyrazie twarzy. Poza tym – muzyka- Ennio Morricone, i zdjęcia – w toscańskich plenerach.
Pieknie pomyslane – ten film to uczta dla oka, ucha i w dodatku z dreszczykiem na plecach.


  • RSS